Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/metalla.ten-koszula.jaworzno.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
trzaski na linii. – Prawie cię nie słyszę.

– To dobrze – rzekła twardo – bo jeśli mam dostać tę pracę, to musisz

trzaski na linii. – Prawie cię nie słyszę.

cicho. - Szybciej się goi.
Dawny ,,kolega z pracy’’, świetny kumpel. Trudno go było dorwać
azylem dla różnych dewiantów.
zwróciło uwagę Malindy.
Richard spojrzał ostatni raz na drzwi do mieszkania
– Niedługo do ciebie dołączę – obiecała. – Lily musi najpierw
i głupio ci, że tak jest - mówiła wolno Cecile.
Przecież jest żonaty.
– Masz wszystko? – zapytał na koniec.
Ale jeśli Joe się nie mylił, to co Julianna mogła robić w ich domu parę
tutaj nie chcesz. Dziwne, prawda?
Jack dzielił się z Malindą niepokojem Laurel, jej
droga Katie.
Właśnie przeczesuje je palcami, odgarniając do tyłu spadające na czoło kosmyki. Laura widzi wyraźnie jego twarz i nie ma już wątpliwości, że łączy go z Grace pokrewieństwo.

Jego Wysokość w ułamku sekundy wpadł w popłoch.

Beck podniósł głowę i popatrzył na nią długo, zanim zapytał: - Jak ty to robisz? - Co? - Zakładasz tani naszyjnik odpustowy do eleganckiej sukienki i wciąż wyglądasz tak cholernie cudownie. Kiedy spojrzałem na ciebie przed chwilą... pomimo tych wszystkich idiotyzmów, o których rozmawiamy, pomyślałem, Jezu, ona jest taka piękna. Na poły podświadomie dotknęła sznura sztucznych pereł spoczywających na piersi. - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Czy uwierzyłeś w to, co powiedziałam ci o Calvinie McGraw? Westchnął i usiadł prosto. - Jeśli w to uwierzę, znajdę się o krok od uznania, że Chris zabił Gene'a Iversona i pozbył się ciała tak, żeby nikt nigdy nie mógł go znaleźć. - Nie popełnił błędu Huffa - powiedziała cicho Sayre. - Jakiego błędu? - Chris był świadkiem zamordowania Sonniego Hallsera. Oczy Becka wpatrzyły się w nią czujnie. - Co takiego? - Chris odwiedził mnie wczoraj w nocy, kiedy wróciłam do hotelu. Rozmawialiśmy o czymś więcej niż tylko o planach Huffa wobec ciebie i mnie. - Streściła Beckowi konwersacje ze starszym bratem, ze szczególnym uwzględnieniem rozmowy o śmierci Hallsera. - Próbował mi wmówić, że byłam zbyt młoda, by cokolwiek pamiętać, i pomieszały mi się wspomnienia, ale to nieprawda, Beck. Wiem, że mam rację. Tamtej nocy Chris wymknął się z domu i poszedł do fabryki, żeby zrobić niespodziankę Huffowi. Nie wiem, czy widział, jak Huff wpychał tamtego człowieka do maszyny, czy też obserwował, jak ojciec pozwalał Hallserowi umrzeć w męczarniach, nie ratując go po wypadku. Tak czy owak, na pewno wywarło to na nim ogromne wrażenie. Takie wydarzenie może spowodować, że człowiek wyrzeka się wszelkiej agresji albo, wręcz przeciwnie, zaczyna się zastanawiać, jak to wykorzystać. Myślę, że w przypadku Chrisa mamy do czynienia z tym drugim. Gdy Huff nie poniósł żadnych konsekwencji za to, co zrobił, jego syn zdał sobie sprawę z korzyści wynikających z brutalności. Chris był klientem Becka, dlatego ten w najmniejszy sposób nie zareagował na to, co właśnie powiedziała. Sayre rozumiała powody jego milczenia i, na przekór sobie, ceniła go za to. Przyglądała się kropelce potu, która ściekła powoli z jego skroni i rozpłynęła się w siateczce delikatnych zmarszczek w rogu oka. - Powiedz mi, Beck. Ile jestem warta? - Słucham? - Huff zamierzał na pewno hojnie cię wynagrodzić za to, że się ze mną ożenisz i zostaniesz ojcem jego wnuka. Na jaką sumę się zgodziliście? A może pozostawiłeś wysokość zapłaty do jego decyzji? Dostałeś już zaliczkę? - Jak myślisz, z czego płacę za ten obiad? - zażartował. Wstał, podszedł do Sayre i pomógł jej wstać. - Mimo to bardzo cię proszę, ogranicz swój wybór potraw do lewej strony menu. Wszystkie potrawy z trzydaniowego posiłku były znakomite, ale żadna z nich nie dorównywała czekoladowemu sufletowi nasączonemu chantilly, którym podzielili się na deser. W restauracji było co najwyżej tuzin stolików, wszystkie nakryte białymi adamaszkowymi obrusami i zastawione srebrnymi sztućcami, kryształami i starą porcelaną. Ściany nad boazerią pokrywała różowa mora, w tym samym odcieniu co zasłony okienne, opadające ciężko na błyszczącą
- Gdybym był na twoim miejscu, pewnie też bym nie ufał. Dobrze, dostaniesz gwarancje na piśmie. Wydam po¬lecenie, by moi prawnicy w Broitenburgu przygotowali i przysłali faksem dokument prawny, dający ci prawo po¬wrotu do Australii razem z Henrym, gdy tylko zechcesz, a ja go podpiszę w obecności świadka. - Sięgnął do port¬fela. - To wizytówka pani adwokat Angeli Jefferson, Au¬stralijki, specjalistki od prawa międzynarodowego. Zna spra-wę, ponieważ to właśnie ona uświadomiła mi konieczność uzyskania twojej zgody. Pani Jefferson zaopiniuje, czy dokument jest sporządzony tak, by Broitenburg musiał go honorować. Czy wtedy zgodzisz się dać nam wszystkim szansę?
- Monsieur Lavac przyjdzie o dziewiątej, powiadasz...To jeszcze jest trochę czasu. Czy panna Ingrid zeszła już na śniadanie?
- Wcale nie chciałem rządzić, już ci o tym mówiłem.
się więc z nimi, ze pozostawią go przy pierwszym człowieku, jakiego napotkają.
- Czemu tak ci zależy? - zainteresowała się. – Przecież podobno nie chcesz rządzić?
- To pan jej nie zna?! Nie wie pan, kogo pan zatrudnił do opieki nad Henrym?
- Do diabła! Gdy Sayre wyszła z biura, dzierżąc w ręku klucz do pokoju, Beck czekał na nią pod drzwiami. Sięgając po jej torbę, spytał: - Piętro czy parter? - Nie musisz mnie odprowadzać. - Huff nigdy by mi nie darował, gdyby przytrafiło ci się coś złego. - Co takiego mogłoby mi się przydarzyć? Wyjął torbę z jej dłoni. - Nie ma o czym mówić, Sayre. Z rezygnacją wskazała na długi, klimatyzowany korytarz. - Ostatni pokój - powiedziała i roześmiała się gorzko. - Huff. Kogo próbujesz oszukać, że on troszczy się o moje zdrowie? - Rozumiem, że dziś w szpitalu nie doszło do pojednania? - Znów zabawił się moim kosztem. Kolejna z jego brudnych, chorych gierek. - Myślał, że umiera. Może się mylisz. - Nie. - Żadnych wątpliwości? - Absolutnie żadnych. - Rozumiem, że kiedy przerwał twój romans z Clarkiem Dalym... - Co takiego? - Sayre zatrzymała się gwałtownie i chwyciła Becka za ramię. - Co ty o tym wiesz? - Tylko to, co powiedział mi Chris. - Chris opowiedział ci o mnie i Clarku? Kiedy? - Podczas twojej wizyty na oddziale. - Dlaczego? Jej palce zaciskały się kurczowo na jego łokciu, chociaż Beck przypuszczał, że wcale nie była tego świadoma. Oczy Sayre płonęły wściekłością. - Spytałem Chrisa, dlaczego między tobą a Huffem panuje taka niezgoda - odparł spokojnie licząc na to, że nieco rozładuje sytuację. - Cóż, mam nadzieję, że spodobała ci się jego opowieść. Puściła jego ramię i ruszyła dalej korytarzem. Gdy doszła do ostatnich z rzędu identycznych drzwi, wsunęła klucz w zamek z taką furią, że Beck się zdziwił, iż go nie złamała. Wyszarpnęła mu torbę i wrzuciła ją do pokoju. - Nie wspomniałbym o tym, gdybym wiedział, że tak cię to zdenerwuje. - Denerwuje mnie to, że ty i Chris plotkujecie jak dwie stare baby na temat mojego prywatnego życia. Nie miał żadnego powodu, by rozmawiać o tym z tobą ani z kimkolwiek innym. Nie znaleźliście lepszego tematu? - Nie plotkowaliśmy. Poza tym, to już stare dzieje... - spojrzał na nią pytająco, mrużąc oczy - prawda? - Co cię to obchodzi? - Obchodzi mnie to tak samo, jak twoje dwa małżeństwa. - O tym też rozmawialiście? - Są częścią historii waszej rodziny. - Do której ty nie należysz. - Zgadza się. Jestem jedynie obserwatorem. Po prostu byłem ciekaw. - Czego?
- Nie wiem - wyznała uczciwie.
- Co myślę? Strasznie to wszystko przesadzone.
Róży. - Nie można kogoś oswoić raz na zawsze. Żeby być naprawdę przyjacielem, trzeba wciąż się wzajemnie
- Ja? Wypytywać? Waszą Wysokość? Gdzieżbym śmiał!
Co za bezczelny typ! A zaledwie przed chwilą był taki czuły i delikatny. Wystarczyło, że przez moment mu się nie przeciwstawiała, a już traktował ją z góry. Ale to się zaraz skończy...
Właśnie, wszystko stanęło na głowie. Nic dziwnego, w końcu przyjechała z antypodów...
- Z przyjemnością zostanę tu dłużej, kochanie, nigdzie mi się nie spieszy.

©2019 metalla.ten-koszula.jaworzno.pl - Split Template by One Page Love